Co dalej z Barcą?

Luis Enrique przestał być trenerem Barcelony. Pożegnał się z drużyną z wielkim przytupem. Oczywiście triumf nad Deportivo Alaves w Copa del Rey nie jest szczytem możliwości ekipy z Camp Nou i ten sukces nie wzbudził euforii w Katalonii, ale po […]

Luis Enrique przestał być trenerem Barcelony. Pożegnał się z drużyną z wielkim przytupem. Oczywiście triumf nad Deportivo Alaves w Copa del Rey nie jest szczytem możliwości ekipy z Camp Nou i ten sukces nie wzbudził euforii w Katalonii, ale po dość trudnym sezonie Enrique odchodzi w spokoju.

Wielu komentatorów twierdzi, że ostatni sezon Lucho na Camp Nou był kryzysowy, pojawiały się dotąd głosy, że drużyna popadła w stan dekadencji, dopadła tę plejadę gwiazd światowej sławy rezygnacja, drużyna weszła w fazę schyłkową i już się nie podniesie, nie wydźwignie z tych opresji. Cóż, Barcelona to specyficzne miejsce do pracy, szczególnie dla trenera, szkoleniowiec Barcy musi zdobyć w każdym sezonie potrójną koronę, jeśli ta sztuka mu się bowiem nie powiedzie, zostanie wystawiony na ciężką próbę, kibice uważają, że ich piłkarze są futbolowymi bogami, którzy muszą zgarniać absolutnie wszystko. Barca jest postrzegana jako maszyna do wygrywania i strzelania goli. Dla Pepa Guardioli ta presja była zbyt uciążliwa, więc po czterech sezonach opuścił stolicę Katalonii, mimo zdobycia czternastu trofeów, fani i dziennikarze byli skonsternowani, pomstowali na Barcę, drużyna bowiem weszła na tak niebotyczny poziom, że zwyczajnie już nie mogła stawiać sobie limitów, musiała wygrywać wszystko. Dosłownie. Guardiola w ostatnim swoim sezonie na Camp Nou sprawił, że Leo Messi stał się potworem, piłkarskim monstrum, strzelił około 50 goli w lidze, dość powiedzieć, że fenomen z Argentyny pożegnał swojego pryncypała czterema golami w ostatniej kolejce ówczesnego sezonu La Liga, było to derbowe starcie z Espanyolem. Barca w owym czasie dysponowała drużyną niemal perfekcyjną. Iniesta i Xavi odpowiadali za kreowanie akcji ofensywnych, natomiast Messi musiał tylko strzelać gola za golem, tylko…

Dziś Barca też jest na topie, w ostatnim sezonie triumfowała na Santiago Bernabeu, Barca zresztą jest drużyną, która nie potrzebuje znakomitego trenera, piłkarze rozumieją się bez słów, mają w głowach zakodowaną już pewną ideę, jest to nieco zmodyfikowana przez asystenta Enrique-Unzue tiki-taka, tę większą elastyczność w stylu gry umożliwił transfer Luisa Suareza, który potrafi się zastawić, odnaleźć się w walce wręcz, Barcelona dziś nie stroni od długich piłek do Urugwajczyka, jeśli zachodzi taka potrzeba. Barcelona dziś imponuje za sprawą swojego unikalnego tercetu MSN. Leo Messi nie jest jednak dziś tylko pazernym snajperem, wskutek odejścia Xaviego i starzejącego się Iniesty Argentyńczyk musiał powiększyć zakres swoich obowiązków na boisku, dziś to on jest głównym reżyserem gry Barcelony, to on jest tym mózgiem drużyny, zresztą widzieliśmy w finale Copa del Rey, że cały czas potrafi błysnąć. Gdy Cristiano Ronaldo wyewoluował do wybitnego egzekutora, rasowego łowcy goli, Messi się doskonalił, dziś to on wprawia w ruch piłkarską wersję perpetuum mobile. Messi musi być alfą i omegą, Neymar to wciąż beztroski drybler, który radość z gry przedkłada nad chęć dania drużyny jakiejś korzyści. Nie jest to często efektowne, tylko efekciarskie. Messi tymczasem jest coraz bardziej wydajny.

Barcelona jednak dziś już nie ma złotego pokolenia, Neymar i Suarez to gracze kupieni za grube miliony, tylko Sergi Roberto jest graczem, który wychował się w tej akademii, tym bardziej takich prawdziwych fanów Barcy cieszyło niezmiernie, gdy to on został bohaterem szalonego meczu z PSG( zdobywca zwycięskiego, szóstego gola dla Barcelony) czy gdy zainicjował akcję na wagę gola w El Clasico, były w tym sporo piłkarskiego romantyzmu, którego ubywa coraz więcej z Camp Nou. Barca nie może osiągnąć więcej, w ostatniej dekadzie stała się hegemonem PD, więc trenerzy nie czują się komfortowo w Katalonii, wymagania im stawiane są absurdalne, czyli praca na Camp Nou nie musi być trenerskim marzeniem.

 

About Bartłomiej Najtkowski