Dawnych wspomnień czar – relacja z meczu Lech Poznań – Piast Gliwice

Przed 7. kolejką LOTTO Ekstraklasy pozycje obu zespołów w tabeli nie mogły napawać optymizmem. Gdy w poprzednim sezonie Piast przyjechał na INEA Stadion walczył o mistrzostwo kraju. Lech zaś był w czołówce zespołów zainteresowanych grą w europejskich pucharach. Wówczas padł […]

Przed 7. kolejką LOTTO Ekstraklasy pozycje obu zespołów w tabeli nie mogły napawać optymizmem. Gdy w poprzednim sezonie Piast przyjechał na INEA Stadion walczył o mistrzostwo kraju. Lech zaś był w czołówce zespołów zainteresowanych grą w europejskich pucharach. Wówczas padł remis a podział punktów nie satysfakcjonował żadnej ze stron. Przestrzegam jednak przed zbytnim wyciąganiem wniosków. Mówienie teraz o jakimkolwiek rewanżu byłoby wielką nadinterpretacją. Nie możemy uniknąć jednak pewnej analogii. Punkty potrzebne znów są obu „jedenastkom” a remis, tak jak sezon temu, nie pozwoli spokojnie zasnąć żadnemu trenerowi.

IMG_20160828_172315

I takie wprowadzenie może wytłumaczyć początkową grę zespołów. Pierwsze minuty dość nieśmiało ale należałoby przypisać gospodarzom, którym momentami zależało na szybkim otwarciu wyniku. Próby próbami ale nic szczególnego poza nimi na boisku nie miało miejsca. Piłka raczej z trudem przedostawała się pod bramkę którejkolwiek z drużyn co nie mogło wpłynąć na atrakcyjność widowiska. Nieliczne w pierwszym kwadransie, ba w pierwszych dwóch kwadransach próby oddania strzału były pewnego rodzaju alibi dla zawodników ofensywnych, że coś jednak próbują robić aby odmienić ten stan rzeczy. Gra wyglądała jednak tragicznie a widownia, chyba tylko dlatego, że nie było innych atrakcji w najbliższej okolicy, nie opuściła trybun. Mecz nie układał się zawodnikom. Po części była pewnie to wina pogody, upalnej, przy której piłkarze szybciej tracili energię i zapał do biegania. Jak powiedział jednak Jan Urban i w takim warunkach trzeba rozgrywać mecze, więc może w międzyczasie jakimś cudem znajdziemy inną formę obrony, dla tak słabej postawy 22 zawodników przebywających na boisku? Do przerwy żaden z golkiperów nie wyciągał piłki z siatki. Z bezbramkowym remisem zawodnicy udali się na 15 – minutową pogawędkę z trenerami. Czy przyniosła ona spodziewany efekt?

Początek drugiej połowy to raczej pokaz, jeżeli można tu o czymś takim mówić, siły Piastunek. Goście śmielej zaatakowali połowę Lecha i kilkukrotnie zagrozili bramce Poznaniaków. Mogło by się wydawać, że gospodarze natychmiast odpowiedzą przyjezdnym tym co Jan Urban przekazał piłkarzom w szatni. Jeżeli pójść tą drogą dedukcji to jedyne o czym trener mógł mówić podczas przerwy to wyczekiwanie rywala. Lech w swojej grze nie zmienił zbyt wiele. Nieliczne strzały, których autorami byli Marcin Robak, Radosław Majewski czy Darko Jevtić nie znalazły drogi do siatki rywala. Swoje niezadowolenie zaczęli okazywać też kibice pytając się o napastnika z prawdziwego zdarzenia. W 73. minucie spotkania Dariusz Formella płaskim strzałem przy słupku dał prowadzenie gospodarzom. Zawodnik wprowadzony 15 minut wcześniej zmienił Majewskiego. Niecałe 4 minuty później mógł stać się bohaterem publiczności podnosząc prowadzenie na 2:0. Jednak potężny strzał został wybroniony przez Jakuba Szmatułę. Na tym nie skończył się napór Lecha. Przez dobrych następnych kilka minut nie opuszczali twierdzy Gliwiczan, usilnie dążąc do podwyższenia wyniku. A bliscy tego byli Paulus Arajuuri i nawet Marcin Robak, napastnik o którego wciąż dopytywali się kibice „Kotła”. 33 –  latek musiał mocno wziąć do siebie słowa kibiców, gdyż po jednym z takich chóralnych śpiewów: „Rutkowski gdzie jest napastnik” w który włączył się cały stadion, piłkarz sprintem ruszył za piłką chcąc usilnie odebrać jakimkolwiek argumentem kibicom mowę. Bramki jednak nie strzelił, akcję zatrzymał i nic dalej z tego nie wynikło. Chciał dobrze, wyszło jak zawsze. Chwilę grozy przeżyli w doliczonym czasie gry podopieczni Urbana. Bramkę wyrównującą strzelił piłkarz Piasta. Moment radości został, na szczęście dla miejscowych, przerwany gwizdkiem sędziego i wysoko uniesioną flagą sędziego linowego. Spalony. To był cios nokautujący gości. Kilkanaście sekund później Lech przeprowadził bramkową akcję, a wynik na 2:0 ustalił przebywający od niespełna 16 minut na murawie Maciej Gajos.

Świeża krew, rezerwy dały upragnione punkty poznańskiej Lokomotywie, która na ten moment opuściła dolną strefę tabeli. Niepokój budzi jednak atmosfera na linii zarząd – kibice. Jasno domagający się główni sponsorzy klubu chcieliby, aby ich drużyna walczyła o czołowe miejsca w lidze. W przerwie sezonowej z klubem pożegnało się kilku podstawowych piłkarzy. W ich miejsce przybyli nowi. Mam być szczery? Jedyną zmianą jaką zauważyłem to nowe koszulki zawodników. Gra wygląda tak samo jak pod koniec ubiegłej rundy. Beznadziejnie. Takie jest moje subiektywne zdanie. Przed nami 30 meczów. Jak to wszystko będzie wyglądało przy okazji finałowych rozstrzygnięć ekstraklasy? Jaką formę wówczas będą reprezentować Lechici? I czy to co obecnie prezentują w ogóle można nazwać jakąkolwiek formą? A Piast? Piłkarze z Gliwic udanym poprzednim sezonem zawiesili sobie bardzo wysoko poprzeczkę. Teraz każda próba jej przeskoczenia kończy się dramatem. Po raz kolejny jesteśmy świadkami, gdy klub nieprzygotowany do ostatecznego tryumfu musi zderzyć się  z brutalną rzeczywistością. A ta nie wybacza błędów. Chwila moment? Czy tego samego rok wcześniej nie doświadczył Lech Poznań, broniąc mistrzowskiego tytułu sezonu 2014/2015 na który, zdaniem wielu, także nie był gotów?

Z Poznania
Z INEA Stadionu
Michał Lewandowski

About Michał Lewandowski