Pochopność Najtkowskiego

Paradoksem jest to, że choć sam swego czasu, zresztą nie raz to robiłem, potępiałem w czambuł tych, którzy formułowali bardzo radykalne opinie, krytykowałem ludzi stawiających kategoryczne tezy, przedwcześnie wieszczących upadek jakiejś wielkiej drużyny czy schyłek ery któregoś z gigantów klubowej […]

Paradoksem jest to, że choć sam swego czasu, zresztą nie raz to robiłem, potępiałem w czambuł tych, którzy formułowali bardzo radykalne opinie, krytykowałem ludzi stawiających kategoryczne tezy, przedwcześnie wieszczących upadek jakiejś wielkiej drużyny czy schyłek ery któregoś z gigantów klubowej piłki, dziś muszę się pokajać. Okazuje się bowiem, że sam w pewnym momencie napisałem tekst w takim właśnie tonie i tym felietonem chcę przyznać z pełnym przekonaniem, że nie warto ferować wyroków zbyt wcześnie, bo można się na tym nieźle sparzyć.

Po meczach o Superpuchar Hiszpanii, w których Barcelona została zmiażdżona przez Real, rozpływałem się w zachwytach nad istotnie olśniewającymi popisami Królewskich. Byłem wówczas oczarowany grą Isco i Asensio. Ta lekkość, finezja, fantazja wprawiała mnie w osłupienie, zacząłem więc wieszczyć złotą erę drużynie Zizou. Oczywiście to bardzo prawdopodobne, że ekipa z Santiago Bernabeu będzie w tym sezonie przeżywać wielkie wzloty, tym niemniej na chwilę obecną w tabeli La Liga przewodzi Barcelona, czyli drużyna przez wszystkich już niemal skreślona.

Leo Messi w pierwszym meczu sezonu nie wykorzystał rzutu karnego, później również pech nie chciał się od niego odczepić, znakiem tego trzy razy w jednym spotkaniu obijał słupek bramki rywala, jednak w końcu miarka się przebrała i pełny sportowej złości, pazerności na gole Argentyńczyk pokazał swoją niesamowitą klasę. W ostatnich derbach Barcelony ustrzelił hat tricka, dziś dwoma golami powalił Juventus, w końcu odczarował bramkę Buffona, któremu strzelił pierwsze gole, czyli Messi wciąż te swoje rekordy indywidualne bije, śrubuje, wciąż znajduje jakąś nową barierę, która z łatwością przekracza.

Barcelona może poradzić sobie bez zmanierowanego wielką mamoną Neymara, kapryśny i humorzasty Brazylijski nie pasował nigdy jeśli chodzi o wizerunek, reputację, temperament do Barcelony, czyli drużyny grzecznych chłopców. Mecz z Juventusem pokazał, że weteran Andres Iniesta wciąż może przejawić najwyższy kunszt. Iniesta po prostu zagrał profesurę, a Messi jak to Messi, dwa razy błysnął, w całym meczu nie musiał być specjalnie aktywny, ale w tych decydujących momentach postawił na swoim i poprowadził drużynę do zdecydowanego triumfu 3:0. 3 gole strzelone Juve to wyczyn rzadko spotykany. Patrząc na geniusz Messiego łatwo pokusić się o tezę, że ten niepowtarzalny wirtuoz futbolu od dłuższego czasu notorycznie się oszczędza, preferuję grę ekonomiczną, jednak i tak nie sposób przeczyć temu, że jego boiskowe dokonania imponują tym artyzmem znacznie bardziej niż taśmowo strzelane z zimną krwią przez Ronaldo gole. Ronaldo jest synonimem skuteczności i wyrachowania, Messi to z kolei emanacja piłkarskiego romantyzmu, idealistyczny esteta piłki nożnej (czyli wymierający gatunek wśród dzisiejszych graczy), który wciąż chce cieszyć kibiców także pięknem swoich zagrań, nie wystarcza mu satysfakcja z tego, że nieustannie trafia na listę strzelców goli czy asystentów, musi to zrobić w sposób zjawiskowy, nad podziw efektowny, to sprawia mu frajdę.

Nie chcę tu opisywać szczegółowo przebiegu hiszpańsko-włoskiego szlagieru pierwszej kolejki LM, zwracam tylko uwagę, że futbol jest tak piękny również dlatego że wiemy, że niektóre drużyny nie zejdą poniżej pewnego poziomu. Wprawdzie MU po odejściu Fergusona zanotował niesamowity regres, jednak teraz stopniowo Czerwone Diabły się odradzają pod wodzą Jose Mourinho, natomiast Barca też swego czasu sprawiała srogi zawód swoim fanom. Pamiętamy, jak pod kierunkiem Gerardo Martino drużyna z Camp Nou doszła do ściany i sam obwieszczałem wówczas dekadencję Katalończyków, ten marazm, apatia, brak pomysłu na grę i woli walki porażał, po meczach w Superpucharze wydawało się, że powtórka z rozrywki jest kwestią czasu, że ten sezon będzie dla Barcelony wielkim koszmarem, jednak teraz kibice tej plejady gwiazd prowadzonej przez trenera Valverde mogą patrzeć optymistycznie w przyszłość. Stagnacja raczej nie grozi Barcelonie. Skoro stare wygi, jak Iniesta i Messi nie są wcale żadnymi zgranymi kartami, tylko asami, Barca wciąż należy do faworytów LM.

 

About Bartłomiej Najtkowski