Warriors ustalają kolejne rekordy

Rekordy NBA to dla Golden State Warriors żadna nowość, ale ich kolejny wyczyn robi wyjątkowe wrażenie – Klay Thompson nie potrzebował nawet 30 minut, aby rzucić 60 punktów! Zespół Golden State Warriors w ciągu ostatnich paru sezonów zdecydowanie podwyższył standardy […]

Rekordy NBA to dla Golden State Warriors żadna nowość, ale ich kolejny wyczyn robi wyjątkowe wrażenie – Klay Thompson nie potrzebował nawet 30 minut, aby rzucić 60 punktów!

taksiegra-pl-11

Zespół Golden State Warriors w ciągu ostatnich paru sezonów zdecydowanie podwyższył standardy jeśli chodzi o skuteczną grę w ofensywie.

Kalifornijska drużyna ma na koncie szereg rekordów w rzutach za 3 punkty, a w ubiegłym sezonie koszykarze ustalili ligowy rekord w liczbie zwycięstw w sezonie zasadniczym, wypracowując bilans meczowy 73-9.

Chociaż Warriors nie udało się ostatecznie sięgnąć po drugi z rzędu tytuł mistrzowski, przegrywając w finale z Cleveland Cavaliers, to drużyna w dalszym ciągu jest premierowym kandydatem do mistrzostwa w sezonie 2016/17.

Patrząc na dokonania podopiecznych Steve’a Kerra, nie powinno to dziwić. Warriors to obecnie czołowa drużyna Western Conference, legitymująca się bilansem meczowym 18-3, a już na starcie sezonu zasadniczego drużyna ponownie zapisała się w historii rozgrywek.

Tym razem niezwykle widowisko miało miejsce w trakcie spotkania Warriors z Indiana Pacers. Drużyna z Oakland wygrała mecz wynikiem 142:106, a lwią część punktów (60) wypracował dla drużyny Klay Thompson.

Dla samego zawodnika jest to osobisty rekord, a miejsce wśród rekordzistów wszechczasów zapewnia mu czas, w jakim wypracował swój dorobek. Obrońcy potrzeba było zaledwie 29 minut i 3 sekundy.

Jak dotąd jeszcze żadnemu zawodnikowi w historii rozgrywek (licząc od prowadzenia błędu 24 sekund w sezonie 1954/55) nie udało się w tak krótkim czasie zdobyć 60 punktów. Średnio daje mu to 2,07 pkt/minutę, podczas gdy Wilt Chamberlain w swoim legendarnym 100-punktowym występie zanotował średnio 2,08 pkt/minutę.

Dorobek Thompsona mógł być na dodatek jeszcze wyższy, gdyby pojawił się on parkiecie w dalszej części spotkania. Koszykarz przyznał, że chciał wyjść na parkiet w czwartej kwarcie, ale trener Kerr wolał dać mu więcej czasu na odpoczynek.

„To prawda, prosiłem Steve’a, aby wpuścił mnie ponownie na parkiet. Chociaż po raz drugi udało mi się tak rozkręcić zespół, to niestety nie było mi dane wrócić do gry”, powiedział z uśmiechem, przypominając po chwili, że odpoczynek przyda się przed czteromeczową serię poza domem.

„Odpoczynek przed zbliżającym się wyjazdem to dobry pomysł. To będzie mordęga, zagramy cztery mecze w ciągu pięciu dni, coś takiego nigdy nie jest łatwe.

„Może było mnie dziś stać na 80 punktów? Być może tak by się stało. Ale może jeszcze pewnego dnia będę miał okazję. Tak czy inaczej, 60 oczek w 29 minut to niezły rezultat”, dodał.

Osiągnięcie pułapu 60 punktów nie byłoby jednak możliwe bez wsparcia kolegów. Sześciokrotnie Thompsonowi asystował Stephen Curry. Pomagali mu także m. in. Draymond Green, Zaza Pachulia oraz Kevin Durant.

Pacers nie byli w stanie znaleźć recepty na rozpędzony atak Warriors. Jedynie Paulowi George’owi udawało się zatrzymać Thompsona, jednak sam nie był on w stanie wpłynąć na losy spotkania.

Trzech innych zawodników Warriors również zanotowało dwucyfrowy dorobek punktowy, z czego najwięcej uzbierał ich Durant (20). O siedem punktów mniej dorzucił Curry, który razem z Thompsonem tworzy popularny duet „Splash Brothers”.

Dotychczasowe powodzenie Warriors to wyraźny znak, że zespół będzie ponownie liczył się w walce o tytuł mistrzowski. Warto jednak pamiętać, że liga koszykówki to długa rywalizacja, a typowania bukmacherów jeszcze niejednokrotnie będą ulegać zmianie.

Wystarczy przypomnieć zawieszenie Draymonda Greena w niedawnym finale NBA, co odczuwalnie osłabiło zespół w walce z Cavaliers.

Na tytuł mistrzowski składa się wiele czynników, a jednym z nich jest szczęście. Warriors nie brakło wiele do drugiego tytułu z rzędu, ale stracona szansa to nie koniec świata. Dwa tytułu z ciągu trzech sezonów też byłyby wielkim powodem do dumy.

About REDAKCJA