Dani Carvajal wyjaśnił, dlaczego odszedł z Realu Madryt i wybrał Getafe

Dani Carvajal opowiedział o relacjach z Álvaro Arbeloą, odejściu z Realu Madryt i powodach, dla których zdecydował się na transfer do Getafe. Przyznał, że po dwóch sezonach naznaczonych kontuzjami chciał ponownie poczuć się ważnym zawodnikiem.
Carvajal o relacjach z Arbeloą
34-letni obrońca podkreślił, że szanował decyzje Álvaro Arbeloi i nie miał pretensji ani do trenera, ani do klubu. W ostatnich dwóch latach często pauzował z powodu kontuzji, a podczas treningów starał się być gotowy do gry, gdy tylko zespół go potrzebował.
„W ostatnich dwóch latach wiele opuściłem przez kontuzje i chciałem znów poczuć się ważnym zawodnikiem. Zawsze szanowałem każdą decyzję Arbeloi. Trenowałem tak ciężko, jak potrafiłem, żeby być do dyspozycji i grać, kiedy było to potrzebne. Jeśli miała to być tylko minuta, to była minuta. Zawsze go szanowałem. Nigdy nie miałem pretensji do klubu ani trenera”.
Carvajal odniósł się również do braku publicznych wyrazów poparcia ze strony Arbeloi podczas wywiadów. Zaznaczył, że to były szkoleniowiec powinien lepiej wyjaśnić tę kwestię. Dodał, że być może stracił na znaczeniu, ale nie rozmawiał z Arbeloą konkretnie o swojej roli w drużynie.
„Każdy piłkarz lubi grać, ale miałem wspaniałe pożegnanie w Realu i wszystko potoczyło się tak, jak miało się potoczyć”.
Dani Carvajal
Dlaczego wybrał Getafe?
Hiszpan wyjaśnił, że na decyzję o transferze wpłynęła bliskość rodzinnego domu oraz możliwość dalszej gry w La Liga. Miał także oferty z innych krajów, w tym z Arabii Saudyjskiej, ale nie chciał wybierać klubu wyłącznie ze względów finansowych.
„Wybrałem Getafe ze względu na bliskość domu rodzinnego i pasję, jaką daje La Liga. Miałem oferty z innych krajów, szczególnie z Arabii Saudyjskiej, ale nie chciałem grać tylko dla pieniędzy”.
Dani Carvajal
Carvajal spędził niemal całą karierę w Realu Madryt. Wyjątkiem był sezon 2012/13, gdy występował w Bayerze Leverkusen. Później wrócił do Madrytu, a do Getafe przeniósł się jako wolny agent.





