Wywiad z Grzegorzem Jędrzejewskim

Po licznych wywiadach z komentatorami piłkarskimi, czas na przypomnienie rozmowy z osobą relacjonującą motosport. Jest nią Grzegorz Jędrzejewski – świetnie znany fanom MotoGP w Polsce. Rozmawiał z nim nasz współpracownik, Jan Rodziewicz-Bielewicz. Kiedy pojawiło się u Pana zainteresowanie motosportem? Bardzo […]

Po licznych wywiadach z komentatorami piłkarskimi, czas na przypomnienie rozmowy z osobą relacjonującą motosport. Jest nią Grzegorz Jędrzejewski – świetnie znany fanom MotoGP w Polsce. Rozmawiał z nim nasz współpracownik, Jan Rodziewicz-Bielewicz.

Kiedy pojawiło się u Pana zainteresowanie motosportem?

Bardzo dawno temu. Od kiedy pamiętam oglądałem wyścigi F1 czy też Moto GP. Najwcześniej było to Motocyklowe Grand Prix – słynne pięćsetki, boje Schwantza, Doohana i innych wielkich. Myślę, że można powiedzieć: niecałe 30 lat temu.

W jakich stacjach oglądał Pan wówczas sporty motorowe?

Wtedy było to nadawane na Eurosporcie, na RTL, na DSF. Były różne stacje, które nadawały poszczególne wyścigi. Można je było oglądać w kablówkach, czy też u znajomych, którzy mieli telewizję satelitarną, co było oczywiście rzadkością.

Jak trafił Pan do Sportklubu?

Trafiłem na zaproszenie Michała Fijałkowskiego, który wcześniej tam komentował. Udało się zostać i stworzyłem z Michałem fajny duet. Potem ilość pracy przyrastała, w związku z tym, że interesowało mnie komentowanie innych dyscyplin sportowych, głównie jednak z zakresu motosportu. W tym sezonie Moto GP jest w Polsacie Sport. Troszeczkę się to wszystko pozmieniało, ale mimo wszystko nadal działamy.

Trudno było odnaleźć się w nowym miejscu pracy?

Czy ja wiem… Szczerze mówiąc najtrudniej było przełamać się i znaleźć jakiś pomysł na komentowanie. Dosyć dużo na ten temat z Michałem rozmawialiśmy, także śledziliśmy bardzo dużo różnych stacji telewizyjnych, różnych dziennikarzy ze stacji brytyjskich czy stacji włoskich, którzy są dla nas wyznacznikami poziomu. Robiliśmy to po to, żeby zbalansować ilość przekazywanych informacji z emocjami, bo jednak przy komentowaniu sportu chodzi o przekazanie i podkręcenie emocji, które w sporcie są chyba jednak najważniejsze.

Miał Pan wcześniej jakieś doświadczenie w komentowaniu?

Nie, nie miałem. Miałem jedynie niezbyt wielkie doświadczenie pracy w radiu.

Który skomentowany przez Pana wyścig najbardziej utkwił w pamięci?

Chciałoby się powiedzieć, że jakiś pozytywny, ale najbardziej w pamięci utkwił mi wyścig z zeszłego roku, kiedy to pożegnaliśmy Marco Simoncelliego. A więc niestety smutne zawody na torze Sepang w Malezji. Poza tym myślę, ze chyba wszystkie wyścigi kategorii Moto2, które komentowałem. Z tego sezonu także wyścigi w kategorii Moto3. To niesamowita walka młodych zawodników. Wyrównana stawka spłaszczyła się jeszcze bardziej poprzez zmiany regulaminowe i wprowadzenie czterosuwowych motocykli. Ja osobiście byłem troszeczkę sceptyczny do tego pomysłu, ponieważ zawsze w najmniejszej kategorii mieliśmy bardzo piękną walkę. Jak się okazało byłem w błędzie, nie powinienem się obawiać. I rzeczywiście walka w kategorii Moto3 jest nieprawdopodobna. Zaskakujące rozdania, chociażby to, że młody, lecz doświadczony, Włoch Fenati , tak znakomicie sobie radzi. Oprócz tego – wiadomo: Moto GP, walka Rossiego, Lorenzo, to wszystko było niesamowite przez ostatnich kilka lat.

W tygodniu jest Pan lektorem magazynów i skrótów. W weekend zajmuje się natomiast komentowaniem nierzadko kilku zawodów. Nie narzeka Pan na nadmiar pracy?

To racja, że jest dużo pracy. Jeżeli dołożyć do tego jeszcze fakt, że do końca czerwca jestem we Wrocławiu, gdzie jestem szefem do spraw mediów na stadionie we Wrocławiu w ramach EURO i wiąże się to z ogromnymi obowiązkami, no to rzeczywiście tej pracy jest dosyć sporo. W tym roku doszło komentowanie serii NASCAR, która jest o tyle wymagająca, że większość wyścigów odbywa się w nocy. Choćby w ten weekend jest wyścig All-stars, który będzie nadawany w Sportklubie między godziną 1:30 a 5:00. Ale nie mogę narzekać, bo komentowanie sportu motorowego to niesamowita frajda. Bardzo różnych zawodów, bo przecież w magazynach pokazujemy także zawody z Nowej Zelandii, Australii i naprawdę nikomu nieznane serie. Ciekawie jest poznawać te wszystkie zakątki świata właśnie z perspektywy samochodu wyścigowego.

Trudno przygotować się do relacji z wielu serii wyścigowych?

O ile o magazyny chodzi, to tutaj nie jest to jakoś specjalnie skomplikowane – większość magazynów jest dostarczana ze skryptem. Chociaż wyzwaniem jest tutaj to, że skrypty są w języku angielskim i niestety nie ma aż tyle czasu, by tłumaczyć je wcześniej. Tak więc de facto jest to praca tak sama jak komentatorska, ponieważ skrypt jest tłumaczony na żywo przeze mnie. Natomiast do wyścigów takich, które lubię, czyli na przykład BTCC czy też wyścigi uliczne w Irlandii, przygotowuję się dosyć sporo, przeglądam cały czas informacje. Dzień w dzień śledzę najważniejsze portale, które informują o wydarzeniach w świecie motosportu. A więc to nie jest tak, że można przygotować się z dnia na dzień na taki event, można wszystko wyczytać i spamiętać. Nie, to jest praca do której należy się przygotowywać sumiennie. Na przykład my z Michałem potrafimy rozmawiać kilka tygodni po ładnych parę godzin, wymieniając się informacjami i dyskutując, przed tym jak usiądziemy za mikrofonem i komentujemy.

Ubiegłoroczne zawody Moto GP komentował Pan wraz z Michałem Fijałkowskim prosto z toru. Jak różni się taki sposób pracy od relacjonowania z Warszawy?

Różni się bardzo mocno. Wynika to z tego, że specyfika obecności na torze to nie tylko komentowanie. Po każdym dniu, każdy z zawodników Moto GP udziela wywiadów podczas specjalnych debriefów, w których to opowiada zaproszonym dziennikarzom o tym, co się działo w ciągu dnia. My jesteśmy w stanie wtedy zadawać mu także pytania i wszystkie informacje mamy z pierwszej ręki. Więc głębsza jest ta informacja, którą zdobywamy. Poza tym wiadomo, że będąc na paddocku i torze Mistrzostw Świata SuperBike czy MotoGP znamy bardzo dużo osób. Ale także przy przysłowiowej kawie można pozyskać bardzo dużo ciekawych informacji. Informacji, których raz – nie wyczytamy na portalach internetowych, dwa – nikt nie będzie chciał udzielić ich przez telefon. Więc jest to zupełnie inna praca. Poza tym atmosfera komentowania się różni – jesteśmy na torze, jesteśmy w stanie wyjrzeć z kabiny komentatorskiej, zobaczyć co się dzieje, kto gdzie stoi, kto ma jaką minę. Nawet przechodząc gdzieś, mijając któregoś z zawodników, można zagaić, porozmawia. Po prostu ta bariera mediów, które już w jakiś swój specyficzny sposób naświetlają tematy znika. Mamy bezpośrednie i dokładne informacje. I to my jesteśmy w stanie te informacje w jakiś sposób przetwarzać, a nie otrzymujemy informację przetworzoną przez zespół prasowy zespołu, menadżerów czy też dziennikarzy

Z kim lepiej się Panu współpracuje – Michałem Fijałkowskim, z którym współkomentował Pan Moto GP w Sportklubie, czy z ekspertem Polsatu Adamem Badziakiem?

To trudne pytanie. Są bardzo różni. Z Adamem znamy się, bo ścigaliśmy się wspólnie na motocyklach. Adam jest zawodnikiem bardzo utytułowanym i doświadczonym. Jednakże wydaje mi się wciąż, że te lata spędzone z Michale wspólnie i ilości godzin, które razem przepracowaliśmy powodują, ze łatwiej mi się z nim dyskutuje. Mamy bardzo często różne zdania na różne tematy. Niektórych to denerwuje, niektórych cieszy. Potrafimy w cudzysłowie pokłócić się na antenie, a tak naprawdę dyskutować i wymienić swoim zdaniem na dany temat.

Którzy zawodnicy należą do Pańskich ulubieńców?

W wyścigach motocyklowych, nie skłamię, jeżeli powiem, że jest to Valentino Rossi, trudno go nie szanować. W ostatnim roku przekonałem się do Stonera, bo jednak pokazał, ze jest niesamowicie silny psychicznie i nieprawdopodobnie radzi sobie z nowym motocyklem. W mniejszych klasach bardzo lubię Andreę Iannone, Pola Espargaro i Marca Marqueza z Moto2. W kategorii Moto3 Romano Fenati i Maverick Viñales. Natomiast w innych seriach nie mam jakichś ulubieńców, ale podoba mi się styl jazdy chociażby Jasona Plato, który jeździ bardzo agresywnie i troszeczkę chyba na limicie faulu. W NASCAR Jimmy Johnson, w wyścigach ulicznych Guy Martin – „zadziora” i zawodnik, który łamie wszelkie reguły, jeżeli chodzi o zachowanie na torze, jak i poza nim.

Rozmawiał Jan-Rodziewicz-Bielewicz
Wywiad został przeprowadzony 18 maja 2012 roku

About Piotr Barwaśny