To jeszcze nie koniec marzeń Lecha Poznań

Po porażce 1-3 jaką Lechici doznali na własnym stadionie, awans Poznaniaków stoi pod wielkim znakiem zapytania. Ale czy na pewno? Historia piłki nożnej zna  mnóstwo przykładów gdy drużyna po porażce w pierwszym meczu kwalifikacji potrafiła wznieść się na wyżyny własnych umiejętności, odrobić straty i później cieszyć się ze sukcesu drużyny. Może teoretycznie będzie im teraz łatwiej?

„Koniec Marzeń mistrza Polski?”, „Dramat Lecha”, „Lech wypunktowany” tak brzmią niektóre z tytułów internetowych relacji z pierwszego meczu 3. rundy kw. LM . Czekamy 19 lat na awans polskiej drużyny do Ligi Mistrzów i wielu autorów tekstu uważa, że jeszcze trochę na ten sukces poczekamy. Ostatnią drużyną która zagrała w LM był łódzki Widzew. Przenieśmy się na chwile 19 lat wstecz i spójrzmy na kadrę ówczesnego mistrza Polski: Rafał Siadaczka, Tomasz Łapiński, Marek Citko, Dariusz Gęsior, Radosław Michalski, Artur WIchniarek, Mirosław Szymkowiak, Maciej Terlecki, Maciej Szczęsny. Co łączy w/w piłkarzy? Wszyscy ci zawodnicy byli etatowymi reprezentantami drużyny narodowej. Spójrzmy jaką kadrą obecnie dysponuje Lech? Z wyjątkiem Karola Linettego, próżno szukać kogoś kto znalazł by się w laskach Adama Nawałki, obecnego selekcjonera Polskiej kadry. Poza tym mamy Kaspera Hamalainena, Tomasa Kadara ( obaj reprezentanci Finlandii), Gergő Lovrencsics z Wegier i w sumie to wszystko. Dlaczego ściągamy reprezentantów innych narodowości a nie stawiamy na szkolenie własnych zawodników, którzy byliby ostoją drużyny? Może dlatego, że ci zawodnicy okażą się niewdzięcznikami i jak tylko trafi się okazja to uciekną za granice tak jak to ostatnio miało miejsce z Bartłomiejem Pawłowskim i Mariuszem Stępińskim?  A może nie tu leży przyczyna? Może nie ważne kto gra ale jak? Niecałe 4 godziny wcześniej na północy kraju miało miejsce inne piłkarskie wydarzenie. Lechia Gdańsk podejmowała Juventus Turyn. Mecz co prawda zakończył się zwycięstwem 2-1 drużyny przyjezdnej, ale podczas transmisji ekspert nc+ Kazimierz Węgrzyn zwrócił uwagę, że różnicę w umiejętnościach można zminimalizować, jeżeli wkładasz serce we walkę, grasz ambitnie i co najważniejsze, masz wolę zwycięstwa. Jak wspomniałem na początku, liczy się sukces drużyny. Drużyna to 11 zawodników, z których każdy ma określone zadania do wykonania, a mądrze rozstawieni potrafią rozegrać zwycięską partię. Zgadza się, że są piłkarze, którzy potrafią zrobić różnicę, dać tzw. „Powera” kolegom, ale nie zapominajmy jednak, że jeden zawodnik meczu nie wygra. Cristiano Ronaldo, Leo Messi tez potrzebują partnerów, którym będą mogli odegrać piłkę lub którzy im tą piłkę dograją.  Przecież reprezentacja Polski potrafiła ograć Portugalię 2-0 po dwóch bramkach Smolarka, mimo że w barwach gości grał wspomniany wczesnej Ronaldo. Liczy się to jak zagrasz przeciwko teoretycznie bardziej wymagającemu rywalowi. Polska wygrała z naszpikowaną gwiazdami drużyną Niemiec 2-0 dzięki solidnej grze obronnej i wykorzystaniu sytuacji które sie nadarzyły.

Nie jest powiedziane ze Lech przegrał rywalizacje. Lech gra. Została druga polowa spotkania. Jeżeli straciłeś trzy bramki możesz trzy bramki strzelić. Dopóki wkładasz serce w grę starasz się i chcesz odnieść zwycięstwo – wygrywasz. I wcale nie jest potrzebny cud o jakim wspomina Sylwek Czereszewski na jednym z portali sportowych. Wystarczy wola zwycięstwa, mądra gra zespołowa. „Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe”