Ostatnia szansa na uratowanie sezonu nadal w rękach Lecha Poznań

90. minut totalnego chaosu w którym jednak KKS Lech Poznań zdołał zachować twarz, wygrywając z KGHM Zagłębie Lubin w ramach rozgrywek Pucharu Polski.

20151119_225312

Pierwszy kwadrans meczu nie należał do żadnej z drużyn. Piłkarze sprawiali wrażenie nierozgrzanych, a każda próba szybkiej składnej akcji kończyła się niedokładnym zagraniem, lub jeżeli już piłka dostała się w pobliże pola karnego którejś z drużyn, to lądowała daleko poza bramką. Taki mecz trudny jest dla golkiperów, którzy mimo niskiej temperatury musieli utrzymać wysoką koncentracje, przy sporadycznym kontakcie z piłką, a której brak mógłby skutkować przypadkowo straconą bramką. Piłkarze nie rozpieszczali kibiców zgromadzonych na trybunach, którzy musieli skakać, śpiewać i machać flagami, aby chłód nie ogarną ich niebiesko – białego serca. Od 24. minuty coraz śmielej poczynali sobie goście, tak jakby przypomnieli sobie, że mają do odrobienia jedną bramkę, która przedłużyłaby ich udział w obecnych rozgrywkach Pucharu Polski. Ich zapał jednak szybko zgasł jak się zapalił. Cala pierwsza polowa nie miała wyrazu ani smaku, jak potrawa która została niedoprawiona przez kucharza. Składniki były ale można było odnieść wrażenie, że wrzucone do wielkiego garnka i pozostawione same sobie nie dały oczekiwanego produktu gotowego do sprzedaży. Początek drugiej połowy to ciąg dalszy niestabilnej gry obu zespołów. Lech sprawiał wrażenie że chce zaatakować,  natomiast Zagłębie próbowało zorganizować jakiś konstruktywny atak. Próbowali  gdyż wydawało się  że część piłkarzy gra w zupełnie innym meczu i o inną stawkę. W związku z tym, że nic ciekawego nie działo się na boisku wzrok przeniosłem na „Kocioł” kibiców wiernie wspierających Kolejorza. Na jednym z poziomów trybuny wywiesili napis: Nasze Hasła o islamie = sama prawda! Od Komisji Kara, a w Europie Masakra”. To w kontekście ostatnich smutnych, tragicznych wydarzeń jakie miały miejsce w tygodniu we Francji. Przenosząc się znów na boisko  w 60. minucie spotkania wynik nie uległ zmianie. Gra także. Receptą na to miały być wprowadzone zmiany zarówno w jednej jak i drugiej drużynie. W takim meczu jednak jak ten, drobne roszady nie  dadzą nic. Musiało by dojść do przewrotu którego jednak nic nie zapowiadało. A może była to cisza przed kolejną listopadową burzą , która już raz kilka dni temu nawiedziła Poznań? W 75. minucie gry czyli na kwadrans przed zakończeniem meczu „Miedziowi” śmielej zaatakowali słupki miedzy którymi znajdował się Jasmin Burić, tym samym dla Lecha otworzyła się możliwość szybkiej gry z kontry w której widać, że czuli się lepiej niż w pierwszej połowie. Wszystko to za sprawą wprowadzonych Lovrencisca i Hamalainena, którzy w pewnym stopniu poprawili obraz gry prezentowany przez Mistrza Polski, ale który nadal był daleki od ideału i którego oczekiwaliby widzieć kibice zgromadzeni przy Bułgarskiej. Zagłębie atakowało. W 85. minucie doczekaliśmy się wreszcie (!) składnej akcji ale niestety dla przyjezdnych i ich fanatyków upiór nieskuteczności nie opuściły piłkarzy z Dolnego Śląska, tym samym na tablicy wyników nadal widniał bezbramkowy remis. Wydawałoby się, że goście uwielbiają grać pod presja czasu. Wtedy kiedy piłka musiała być zagrywana do pierwszej lepszej alternatywy, akcja wyglądała całkiem ciekawie, ale nie przełożyło się to na wynik spotkania. Dopiero w doliczonym czasie gry po indywidualnej szarży wprowadzonego kilka minut wcześniej Szymona Pawłowskiego padła bramka dająca zwycięstwo Kolejorzowi. Wynikiem  1-0 kończy się spotkanie i Lech gra dalej w rozgrywkach Pucharu Polski.

20151119_202518

Nie może dziwić styl i jakość gry Mistrza Polski. Przed Lechitami swoisty, piłkarski maraton. Trener chciał odnieść zwycięstwo możliwe najmniejszym kosztem energetycznym, aby zachować świeżość pierwszego składu w następnych ważnych meczach zarówno tych na podwórku ligowym jak i europejskim. Z drugiej jednak strony to już  kolejne z rzędu słabe spotkanie Lechitów. Szczęście w nieszczęściu, że kolejne w którym dopisało im szczęście. A te podobno sprzyja lepszym. Chciałbym w to (u)wierzyć.

Z Poznania

Michał Lewandowski