Wywiad z Tomaszem Jasiną

Czas na kolejną rozmowę z cyklu naszych wywiadów. Tym razem postanowiliśmy porozmawiać z osobą w Telewizji Polskiej, a mianowicie z Tomaszem Jasiną, czyli numerem 3 wśród komentatorów piłki nożnej w TVP. Zapraszamy zatem do lektury. Dopiero zakończył się turniej Copa […]

Czas na kolejną rozmowę z cyklu naszych wywiadów. Tym razem postanowiliśmy porozmawiać z osobą w Telewizji Polskiej, a mianowicie z Tomaszem Jasiną, czyli numerem 3 wśród komentatorów piłki nożnej w TVP. Zapraszamy zatem do lektury.

Tomasz Jasinadziennikarze sportowi tvpTVP sport

Dopiero zakończył się turniej Copa America. Jak go oceniasz?
To nie był jakiś nadzwyczajny turniej, duży wpływ na postawę niektórych drużyn miało mocne zmęczenie piłkarzy po zakończonym ciut wcześniej sezonie ligowym i pucharowym. Stąd chyba trochę niedosytu na koniec.

Chile zasłużyło Twoim zdaniem na taki sukces?
Było najbardziej skonsolidowaną, zjednoczoną i żądną sukcesu drużyną. Wydaje mi się, że zasłużenie sięgnęli po tytuł, choć męczyli się mocno z Urugwajem w ćwierćfinale. W przekroju całego turnieju byli jednak zespołem godnym wygranej w Copa America 2015.

Skomentowałeś na tym turnieju m.in. jeden z półfinałów, choć byłeś także awizowany pierwotnie do relacjonowania meczu o brąz. To chyba nie lada wyróżnienie dla Ciebie.
Oczywiście, każda duża, prestiżowa impreza to wyróżnienie dla komentatora. Meczu o trzecie miejsce ostatecznie nie komentowałem, bo w tym samym czasie odbywał się turniej Lubelskie Lotto Cup, z którego komentowałem cztery mecze, stąd moja absencja w spotkaniu o brąz.

W której redakcji częściej pracujesz? W TVP Lublin czy TVP Sport?
TVP Sport – tu mam znacznie więcej obowiązków ale łącze je także z rolą kierownika redakcji sportowej TVP Lublin

W Telewizji Polskiej pojawiłeś się w 1999 roku. Jak się stało, że znalazłeś swoje miejsce w TVP? Jaka była ku temu droga?
Pewnie trochę przypadku, szczęścia. Do lubelskiego oddziału TVP trafiłem na praktykę studencką. Po jakimś czasie sobie o mnie przypomnieli i zaczęło się. Droga jednak nie była łatwa, choć muszę przyznać , że poznawanie tajników dziennikarstwa już w tym wymiarze praktycznym to coś pięknego, coś co ciągle trwa.

Zanim pojawiłeś się w TVP, miałeś jakieś przygody z dziennikarstwem?
Nie. Jeden z moich znajomych żartuje, ze jestem dziennikarzem, bo w czasach kiedy grałem w piłkę, byłem regularnie wyznaczany do odczytywanie apelu olimpijskiego przed jednym z kwietniowych meczów i szło mi całkiem dobrze. Żart oczywiście, choć może jest w tym jakaś cząstka prawdy.

Czym tak naprawdę zajmujesz się w TVP Lublin, a czym w TVP Sport?
W TVP Lublin koordynuję działania redakcji sportowej, bywam wydawcą, prezenterem, reporterem. Właściwie zakres mojej działalności jest dość szeroki, choć dotyczy oczywiście sportu. Czasem zdarza się praca przy reportażu, choć ostatnio brakuje mi czasu, by taką formą zajmować się częściej. W TVP Sport przede wszystkim komentowanie meczów piłkarskich, piłki ręcznej, awaryjnie jeździectwa (skoki przez przeszkody). Bywam też reporterem na niektórych wydarzeniach sportowych, a czasem też jak podczas ostatniego turnieju Copa America, prowadzę także studio. Jestem także lektorem niektórych magazynów np. „ Świat BVB” czy Bayern Monachium TV.

Byłeś czynnym piłkarzem. Jak oceniasz swoją karierę?
Pewnie mogło być lepiej. Z drugiej strony zagrałem ponad 150 meczów w polskiej Ekstraklasie, 11 razy w reprezentacji U-18, grałem w II lidze francuskiej. Wybitnym piłkarzem nie byłem, ale co najmniej solidnym na pewno.

Masz jakiś niedosyt, że w zawodowej piłce nie osiągnąłeś zbyt dużo, np. że nie zagrałeś w seniorskiej Reprezentacji Polski?
Marzeniem każdego sportowca jest to, by zagrać w reprezentacji Polski, mnie ta sztuka się nie udała, oczywiście byłoby pięknie, gdybym mógł się takim osiągnięciem pochwalić. Cóż, rozpaczać z tego powodu też nie zamierzam, bo to już niczego nie zmieni. Widocznie byłem za słabym piłkarzem , by zagrać w reprezentacji Polski.

Dwa lata występowałeś we Francji. Nauczyła Cię czegoś ta przygoda?\
Inna kultura i mentalność. Na początku lat 90-tych, kiedy grałem we Francji poziom infrastrukturalny też był znacznie wyższy niż w Polsce. Dziś to się zmienia, ale wtedy nawet w II ligowym klubie czułem, że większą uwagę przykłada się do takich spraw, jak chociażby odnowa biologiczna czy sposób odżywiania.

Zamiłowanie do francuskiej piłki pozostało?
Lubię francuską piłkę, choć się w niej nie zakochałem. Inna sprawa, że liga francuska, może poza PSG, też ma swoje określone problemy i możliwości. Stąd wyjazdy wielu czołowych piłkarzy do innych krajów, innych lig. Ale czasem oczywiście z przyjemnością obejrzę mecz Ligue 1.

Bundesliga to Twoja ulubiona liga krajowa? Bo to Ciebie najczęściej słyszymy podczas DFB Pokal czy również podczas meczów Reprezentacji Niemiec.
To, że najczęściej komentuję mecze drużyn niemieckich, wynika przede wszystkim z faktu , że TVP ma prawa do spotkań chociażby Pucharu Niemiec oraz klubowych magazynów Bayernu i Borussii Dortmund. Ale istotnie liga niemiecka jest według mnie jedną z trzech najlepszych w Europie. Doskonałe przygotowanie fizyczne i wynikające z niego tempo spotkań, nieustępliwość i walka do końca, a przy tym także doskonałe umiejętności piłkarskie. Tak, tym się można emocjonować.

Twój pierwszy skomentowany mecz to ¼ finału Pucharu UEFA w 2003 roku pomiędzy Interem a Valencią, i to w dodatku z Dariuszem Szpakowskim. Jak się wtedy czułeś?
Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. To wszystko nastąpiło dość szybko. Byłem bardzo podekscytowany i zdenerwowany. Już nie pamiętam jak wtedy reagowałem na boiskowe wydarzenia. Czułem się niepewnie, gdyby przyszło mi teraz posłuchać komentarza z tamtego spotkania, to pewnie nie raz byłby powód do śmiechu.

Pamiętasz pierwszy mecz, który komentowałeś jako komentator prowadzący? Jakie to było spotkanie?
To było towarzyskie spotkanie reprezentacji Anglii, ale nie pamiętam z kim – komentowane ze studia w Warszawie, natomiast pierwszym meczem komentowanym ze stadionu, który zapamiętałem doskonale, był mecz o Superpuchar Europy w 2002 roku. W Monako zagrały ze sobą Real Madryt i Feyenoord Rotterdam z Tomaszem Rząsą w składzie. Real zagrał 3:1 i był to bardzo ciekawy mecz jak na początek sezonu, dużo się w nim działo, a to znacznie ułatwia prace komentatorowi.

Jesteś wdzięczny Telewizji Polskiej za otrzymaną szansę? W innych stacjach nie miałbyś szansy brać udziału w tak wielkich imprezach.
Oczywiście, gdybym nie trafił do TVP, pewnie nie miałbym okazji pojechać na Mistrzostwa Świata czy Europy albo Igrzysk Olimpijskich. To oprócz oczywiście sporego wysiłku, który trzeba włożyć w pracę, także forma nagrody i wyróżnienia.

Mogliśmy Cię słyszeć podczas meczów szczypiorniaka. Domniemywam jednak, że priorytetem dla Ciebie jest piłka nożna.
– Tak, ale ja mieszkam w Lublinie, a tu jest najlepsza żeńska drużyna piłki ręcznej ostatnich lat. Dziewczyny są niesamowite, a ja lubię oglądać szczypiorniaka, i to zarówno w męskim i żeńskim wydaniu. Poza tym po prostu lubię ręczną, bo jest widowiskową, szybką i bardzo emocjonującą grą zespołową.

Komentowałeś też łucznictwo. Dobrze czujesz się w tej dyscyplinie czy relacjonowałeś go tylko okazyjnie i tak naprawdę nie „siedzisz” w nim na co dzień?
„Zlecenie” na Pekin. Dostałem je rok przed Igrzyskami, kiedy było wiadomo, że Rysiek Łabędź z racji swoich obowiązków nie będzie mógł komentować zawodów w Pekinie. Miałem dużo czasu, by się przygotować, pojechałem na MŚ do Lipska, poznawałem naszych kadrowiczów, przygotowywałem materiały reporterskie. Na igrzyska byłem „obkuty” i gotowy, ale jeśli mam być szczery to łucznictwo nie pasjonuje mnie w jakiś szczególny sposób. Chociaż przygoda z tą dyscypliną też dała mi pewne doświadczenia. Nie żałuję tego.

Chciałbyś jeszcze kiedyś uczestniczyć w zawodowej piłce, np. jako trener?
Kiedy kończyłem swoją piłkarską przygodę wiedziałem, że na pewno nie zostanę trenerem drużyny seniorów i to przynajmniej z kilku względów. Przez pewien czas prowadziłem grupę naborową w Lubliniance – i kilku moich wychowanków zaistniało nawet w seniorskiej piłce. Wtedy problemem były jednak pieniądze, a raczej ich brak. Trzeba było szukać innego zajęcia, a by być efektywnym trenerem trzeba nawet najmłodszym poświęcać dużo czasu.

Masz jakieś idola dziennikarskiego?
Nie, skupiam się na swojej pracy, czerpiąc z doświadczeń innych, ale staram się przede wszystkim być sobą.

Kto Ci najbardziej pomagał się wdrożyć do dziennikarstwa?
W zależności od okresu to były różne osoby, nie będę ich wymieniał, bo mógłbym kogoś pominąć. Oni wiedzą o tym jaką rolę w mojej zawodowej karierze odegrali, bo do dziś z niektórymi dzielę się swoimi spostrzeżeniami.

Wolisz prowadzić studio, być reporterem czy komentować mecz?
Gdybym mógł ustalić taka kolejność to najpierw byłby oczywiście komentarz, ale ja bardzo lubię pracować jako reporter i jako prowadzący studio, zwłaszcza w programach „na żywo”. To dodatkowa adrenalina, a często także możliwość rozmowy ze świetnymi sportowcami, trenerami, etc.

Najczęściej występujesz chyba w tej pierwszej roli.
Tak, zdecydowanie. Niedawno liczyłem, że w okresie od stycznia do końca czerwca 2015 skomentowałem ponad 40 meczów piłkarskich, do tego magazyny, reporterka.

Najbardziej zapamiętany mecz, który komentowałeś to …
Niemcy – Ghana z ostatniego Mundialu za dramaturgię, piękno, emocje, gole oraz Niemcy – Anglia z Mundialu w RPA. Tam był jeszcze nieuznany gol dla Anglii – koszmarny błąd sędziego Larriondy i ten niemiecki walec, który już wtedy dojrzewał do mistrzowskiego triumfu w Brazylii. A z tych bardziej emocjonalnych, to oczywiście mecze reprezentacji Polski w eliminacjach MŚ 2006 . Miałem wielkie szczęście komentować wygrane biało-czerwonych w Wiedniu z Austrią i w Belfaście z Irlandią Północną. To były piękne chwile.

Gdybyś nie został dziennikarzem to jaki zawód byś wybrał?
Trudno powiedzieć, ale wiem na pewno, że byłaby to praca związana z moją wielką życiową pasją, czyli sportem.

Masz jakieś niespełnione zawodowe marzenia?
Czy ja wiem? Staram się pracować odpowiedzialnie, doskonalę warsztat, ciągle się czegoś uczę. Ta praca daje mi tak dużo frajdy, że wcale nie myślę o finale MŚ z udziałem Polaków. Cieszę się każdym dniem, każdą transmisją … i niech tak pozostanie.

Wielu krytyków zarzuca Ci, że zbyt słabo emocjonujesz się meczem, który komentujesz.
Krytycy są od krytykowania, a ja jestem od komentowania. Sfera emocjonalna, a raczej jej odpowiednie dozowanie, to coś czego też trzeba się nauczyć i coś co wcale nie jest łatwe. Oczywiście można by przyjąć, że w każdym meczu bez względu na jego rangę i uczestników staramy się kreować wielkie emocje i niektórzy tak robią. Ale często ma to wymiar groteskowy. Dobre widowiska bronią się same i gdyby ktoś posłuchał mojego komentarza, chociażby ze wspomnianego meczu Niemcy – Ghana, może miałby jakieś uwagi, ale na pewno nie do strony emocjonalnej.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Piotr Barwaśny

About Piotr Barwaśny