Dramat pt: Cyrk SGP. Akt I Scena I : Warszawa

„Miejmy nadzieję, że po ostatnim biegu będziemy mieli wiele powodów do dumy, zarówno sportowej, jak i organizacyjnej.” Tymi słowami zakończyłem wprowadzenie do sobotniego GP Polski na żużlu. Zamiast dumy mamy blamaż. Gdybym wiedział, że tak się to wszystko potoczy, na temat sobotniej imprezy nie napisałbym ani słowa.

Na początku chcę przeprosić wszystkich tych, którzy zainspirowani zapowiedzią, postanowili poświęcić trzy godziny sobotniego wieczora, na obejrzenie tego żużlowego cyrku. Toruń, Gorzów Wielkopolski, Zielona Góra, a nawet Leszno czy Rzeszów. Mało? Ależ skądże. Posiadamy mnóstwo ośrodków żużlowych z naturalnymi torami. Dlaczego więc PZM z uporem maniaka wybrał Narodowy? Prestiż? Grand Prix na Narodowym brzmi dumnie, prawda? Problem nie polega jednak na samym wyborze, ale na tym, że wybudowaliśmy stadion na którym nie ma czego organizować. Stąd pojawiają się raz po raz dziwne pomysły, aby obiekt wynająć pod rożne dyscypliny, które mogą, choć nie musza kończyć się tego typu skandalem. Rozpadający się tor, niesprawna maszyna startowa, to dwa główne powody dla których zawodnicy odmówili jazdy w drugiej części turnieju. Nie przekonuje mnie tłumaczenie, że to Duńczycy odpowiadają za przygotowanie nawierzchni. Za 3-5 lat będziemy pamiętać, że to właśnie tutaj w Polsce, we Warszawie byliśmy świadkami , nie bójmy się tak tego nazwać, skandalu.

Tomasz Gollob mógł pożegnać się w lepszym stylu, dokładnie rok temu w Bydgoszczy, czyli tam gdzie to wszystko się zaczęło. Nie przyjmując jednak zaproszenia, sam pozbawił się fantastycznej zabawy. Ponadto zapowiada się długa saga z jego pożegnaniem w roli głównej. Wydaje się bowiem, że każdy chce upiec na tym cieście swój własny chleb. Najpierw Gorzów Wielkopolski z Komarnickim, potem Warszawa z Witkowskim a teraz BSI z Ole Olsenem, proponując Mistrzowi Świata z 2010 roku start w całym sezonie Grand Prix. Komiczne prawda? Nie będę wnikał czy Pan Tomasz przystanie na propozycje czy też nie. Po takim jednak pożegnaniu i organizacyjnej klapie wypada się jednak zastanowić, czy warto? Bo gorzej, wbrew pozorom, może jeszcze być.

Nie chciałbym rozstawać się w takiej smutnej atmosferze. Poszukajmy więc jakiś plusów tego 12 – biegowego „niewypału”. Trzecie miejsce Jarka Hampela z pewnością może cieszyć, tym bardziej że sam przyznał, iż nie było źle bo zdobył parę punktów i się nie wywrócił. Szanse na zaprezentowanie sie widowni dostali rezerwowi Zmarzlik i Pawlicki jr. Gorzowianin do swojego CV może dopisać zwycięstwo w biegu na Stadionie Narodowym. Ciężko ocenić postawę Kasprzaka i Janowskiego. Gdyby wszystko odbywało się zgodnie z duchem walki fair play, to myślę że powodów do radości mielibyśmy o wiele więcej.

Grand Prix to znana marka na świecie. Dobre imię budowane przez poprzednie lata łatwo zniszczyć a nietrafione lub bezsensowne poczynania władz BSI w ciągu ostatnich 3 lat wprowadzają żużel w sportową ruinę.

Miejmy nadzieję, że Polacy wyciągną z tego lekcje. Wszak mądry Polak po szkodzie. Nie musimy czerpać wzorów ze Skandynawii. To My mamy Najlepszą Żużlową Ligę Świata, to My napędzamy ten sport, to My mamy Drużynowych Mistrzów Świata, to My Mamy wreszcie Najpiękniejsze Naturalne Stadiony. Po co nam sztuczne? Sztuczne może być jedynie oświetlenie. I tak niech zostanie.